Moja największa i najbardziej wyczekiwana przygoda w życiu, zaczęła się gdy zapragnęłam mieć psa. Do tej pory kiedy nie doczekałam się własnego przyjaciela, każda noc była przepłakana i przesiedziana przy książce mojej siostry.To było moje największe marzenie.
Pewnego dnia rozmawiając z rodzicami, ustaliliśmy układ - dobre oceny - pies. Starałam się jak mogłam, pod koniec roku szkolnego zaliczałam co się tylko dało.. udało się. Kilka dni po zakończeniu roku szkolnego, pojechaliśmy do schroniska, obejrzeliśmy psy - nic dla nas. Nagle patrzę - ogłoszenie. Pięcioletni, czarny, długowłosy Drupi - był idealny. Następnego dnia przyjechaliśmy go odwiedzić. Zrobił na nas wrażenie. Przeszedł szkolenie, mimo, że kilka miesięcy przesiedział w schronisku, miał szczęśliwą minkę i lubił głaskanie. Jednak rodzice nie zgodzili się na niego i chcieli psa z pseudo hodowli - nie zgodziłam się, jestem kompletnie przeciwna pseudo hodowlą. Potem kilka przepłakanych dni, dni przekonywania rodziców - dlaczego nie chcę psa z pseudo. Potoczyło się do następnego miesiąca. Wtedy przekonałam rodziców i obdzwoniliśmy hodowle Cavalierów. Gdy przeglądałam z przyjaciółką nazwy małych ras, natknęłyśmy się na szetlandy.. Szetlandy? Czy one nie są dla mnie za duże? Mama nie zgadzała się na dużego, ani nawet średniego psa. Jednak właśnie szetlandy okazały się naszym ideałem. Pies pasterski, w sam raz do sportów, z łatwą w utrzymaniu - ale efektowną szatą, z przyjaznym usposobieniem, przyjacielskim charakterem - lubi dzieci. Zaczęłyśmy dzwonić do wszystkich hodowli szetlandów w Bydgoszczy i okolicy. Ostatnia hodowla - od Kieliszka, została na końcu, bo jak powiedziała mama: 'Nie podoba jej się nazwa'. Jednak zadzwoniłyśmy, bo zdołałam ją namówić. Została ostatnia suczka z miotu PRISCA od Kieliszka, śniady z białym, ma być mała. Matka GRACJA Raj dla Zwierząt, Ojciec Champion Polski i Młodzieżowy Champion Polski HASSAN Strażnica Kaszebstwa. Przyjedziemy, zobaczymy - usłyszałam odpowiedź rodziców. Nie nastawiałam się za bardzo, rodzice mają zmienny charakter. Przyjechaliśmy, piękna śniada suczka na rękach małej dziewczynki - córki hodowczyni. Porozmawialiśmy, wyszliśmy. Ustaliliśmy, że odpowiemy we wtorek. Zaczęły się namawiania mamy, z tatą było już w porządku. W końcu się zgodziła, ale powiedziała że mamy jechać sami. We wtorek wyjechaliśmy jednak razem. Z początku było to same zdanie w telefonie do hodowlczyni: 'Zdecydowaliśmy się, możemy przyjechać dzisiaj' - wtedy się rozpłakałam, nie mogłam opanować emocji i nawet jeśli opowiadam tą całą małą, prostą historię łzy napływają mi do oczu.. jednak jest to jedne z najważniejszych wydarzeń w moim życiu, moja pasja, spełnienie największego marzenia. Dziś już wiem, co będę w życiu robić.




