Kategorie: Wszystkie | Jesienna Pora | Nasz Banner
RSS
niedziela, 10 października 2010

Jeżeli nas lubisz wklej ten banner na swoją stronę :)

Witam w kolejnej notce. Wczoraj moje młode tak mnie zauroczyło swoim słodkim snem, że zrobiłam dla was kilka zdjęć :D

Niedługo wyjdę z młodą na spacer, porobię kilka zdjęć 'naszego' terenu i spróbuję zrobić Jeśkowej małą sesję. :) Ale najpierw zabiorę się za banner bloga i może ogólny nowy wystrój.

sobota, 09 października 2010

Witam po raz drugi na moim blogu! :) Bardzo przepraszam że tak długo nie dodałam nowego wpisu, ale przez szkołę trochę zaniedbałam profile i bloga mojej suczki..

Ostatnio wiele się wydarzyło, a z 4 miesięcy zrobiło się ich... 7 ;) Czas bardzo szybko leci i jak powiedziała moja przyjaciółka - 'Z dnia na dzień Jessi staje się coraz ładniejszą suczką szetlanda' - popieram te słowa w stu procentach, moja suczka jak zwykle jest dla mnie najpiękniejsza c: Dzisiaj byłyśmy na krótkim spacerze z naszymi najlepszymi koleżankami, moją przyjaciółką Martą oraz dorosłą yorkową koleżanką Jessie - Galą (yorkshire terrier). Moja młodzianka jak zwykle zaczepiała dorosłą już suczkę, a Gala doprowadzała ją do porządku szczekaniem, ale w końcu gdy Jessie zaczęła ją gonić Gala w pełni oddała się zabawie i razem z Jessie zaczęły wesoło ganiać po polu obok placu zabaw. Byli tam też państwo ze swoim yorkiem, a jego właściciel zainteresował się Galą - jak zwykle moja zazdrośnica pobiegła do niego i zaczęła się podlizywać, a ja zestresowana nie wiedziałam czy mam ją zabierać, czy pozwalać jej się nacieszyć. Moja suczka uwielbia ludzi i tak ją do nich ciągnie, że moje 'spokój' nic tutaj nie daje, a do dzieci się czołga z radości i wywija językiem, chcąc od razu rzucić się i oddać w całości wylizywaniu twarzy. Cóż, taki urok mojej szetlandki, ale fakt - trzeba to trochę opanować bo niektóre dzieci się jej boją, a niektórzy ludzie niezbyt lubią takie powitania, chociaż ja je w niej uwielbiam.

_________________________

Potem poszłyśmy na nowo odkryte pole, gdzie jest dużo naprawdę wysokiej trawy w której nasze 'maluszki' kicają jak króliczki. Dzięki mojej suczce nie wpadnę w żaden dół, ponieważ ona tak mnie prowadzi, żebyśmy się nie potknęły - takie to ona ma wyczucie. Poszłyśmy jeszcze stanąć pod wierzbą, a potem udałyśmy się w strachu w drogę powrotną, ponieważ zrobiło się ciemno i nasz park zaczynał wyglądać jak gęsty las. Mała tak zaczęła prowokować psy na chodniku, że Gala też zaczęła zawzięcie ujadać i obie musiałyśmy wziąć swoje dziewczynki na ręce bo jeszcze by nas zaciągnęły na ulicę. Niestety nasza 'przygoda' zakończyła się na skręcie do dwóch ulic - ja udałam się prosto - w swoją stronę, a moja przyjaciółka z Galusią skręciły w drugą ulicę.

Pozdrawiamy!

PS. Postaram się jutro o jakieś zdjęcia! :)

Moja największa i najbardziej wyczekiwana przygoda w życiu, zaczęła się gdy zapragnęłam mieć psa. Do tej pory kiedy nie doczekałam się własnego przyjaciela, każda noc była przepłakana i przesiedziana przy książce mojej siostry.To było moje największe marzenie.

Pewnego dnia rozmawiając z rodzicami, ustaliliśmy układ - dobre oceny - pies. Starałam się jak mogłam, pod koniec roku szkolnego zaliczałam co się tylko dało.. udało się. Kilka dni po zakończeniu roku szkolnego, pojechaliśmy do schroniska, obejrzeliśmy psy - nic dla nas. Nagle patrzę - ogłoszenie. Pięcioletni, czarny, długowłosy Drupi - był idealny. Następnego dnia przyjechaliśmy go odwiedzić. Zrobił na nas wrażenie. Przeszedł szkolenie, mimo, że kilka miesięcy przesiedział w schronisku, miał szczęśliwą minkę i lubił głaskanie. Jednak rodzice nie zgodzili się na niego i chcieli psa z pseudo hodowli - nie zgodziłam się, jestem kompletnie przeciwna pseudo hodowlą. Potem kilka przepłakanych dni, dni przekonywania rodziców - dlaczego nie chcę psa z pseudo. Potoczyło się do następnego miesiąca. Wtedy przekonałam rodziców i obdzwoniliśmy hodowle Cavalierów. Gdy przeglądałam z przyjaciółką nazwy małych ras, natknęłyśmy się na szetlandy.. Szetlandy? Czy one nie są dla mnie za duże? Mama nie zgadzała się na dużego, ani nawet średniego psa. Jednak właśnie szetlandy okazały się naszym ideałem. Pies pasterski, w sam raz do sportów, z łatwą w utrzymaniu - ale efektowną szatą, z przyjaznym usposobieniem, przyjacielskim charakterem - lubi dzieci. Zaczęłyśmy dzwonić do wszystkich hodowli szetlandów w Bydgoszczy i okolicy. Ostatnia hodowla - od Kieliszka, została na końcu, bo jak powiedziała mama: 'Nie podoba jej się nazwa'. Jednak zadzwoniłyśmy, bo zdołałam ją namówić. Została ostatnia suczka z miotu PRISCA od Kieliszka, śniady z białym, ma być mała. Matka GRACJA Raj dla Zwierząt, Ojciec Champion Polski i Młodzieżowy Champion Polski HASSAN Strażnica Kaszebstwa. Przyjedziemy, zobaczymy - usłyszałam odpowiedź rodziców. Nie nastawiałam się za bardzo, rodzice mają zmienny charakter. Przyjechaliśmy, piękna śniada suczka na rękach małej dziewczynki - córki hodowczyni. Porozmawialiśmy, wyszliśmy. Ustaliliśmy, że odpowiemy we wtorek. Zaczęły się namawiania mamy, z tatą było już w porządku. W końcu się zgodziła, ale powiedziała że mamy jechać sami. We wtorek wyjechaliśmy jednak razem. Z początku było to same zdanie w telefonie do hodowlczyni: 'Zdecydowaliśmy się, możemy przyjechać dzisiaj' - wtedy się rozpłakałam, nie mogłam opanować emocji i nawet jeśli opowiadam tą całą małą, prostą historię łzy napływają mi do oczu.. jednak jest to jedne z najważniejszych wydarzeń w moim życiu, moja pasja, spełnienie największego marzenia. Dziś już wiem, co będę w życiu robić.